Blog polskiego wolontariusza w Azerbejdżanie. Lektura nieobowiązkowa dla zapalonych podróżników, niepoprawnych idealistów, niespokojnych dusz, wiecznych emigrantów z rutyny i innych kosmitów poszukujących nowych wyzwań i doświadczeń.
Blog > Komentarze do wpisu

ZAKAUKAZIE W OGNIU

„Armenia? Fuck them!” – wykrzyczał do ucha Faouziemu przypadkowo spotkany Azer wywołując tym samym wielki entuzjazm swoich kolegów. Faouzi nie ma łatwo w Azerbejdżanie – co jakiś czas musi się tłumaczyć ze swoich rzekomych proormiańskich sympatii. Jego wina jest niestety bezsprzeczna – Faouzi jest Francuzem. Gdyby nie przyjechał do Azerbejdżanu pewnie nigdy nie dowiedziałby się, że Francja popiera Armenię w sporze o Górski Karabach. Francuski rząd, tak jak i rządy wielu innych krajów, domaga się od Turcji uznania pogromów Ormian na początku XX wieku za ludobójstwo. Jednocześnie w oficjalnych przekazach ciągle pomijany jest problem konfliktu karabachskiego. Wszystko to sprawia, że do dzisiaj w społeczeństwie Azerbejdżanu da się odczuć rozczarowanie z powodu stanowiska świata wobec tego konfliktu.

Konflikt w Górskim Karabachu – regionie autonomicznym wchodzącym w skład terytorium Republiki Azerbejdżanu, ale zamieszkanym w większości przez Ormian – wybuchł jeszcze przed upadkiem ZSRR w roku 1988, gdy Rada Delegatów Górskiego Karabachu podjęła decyzję o oderwaniu ich kraju od Azerbejdżanu i zjednoczeniu prowincji z sąsiednią Armenią. W następstwie tej deklaracji w Karabachu wybuchły krwawe starcia etniczne, które pociągnęły za sobą masową emigrację z obszarów spornych. W styczniu 1990 r. doszło w Baku do pogromu Ormian – powodem było umieszczenie wydatków Górskiego Karabachu w rocznym budżecie Armenii oraz nadanie praw wyborczym jego mieszkańcom. Wkrótce azerbejdżański parlament anulował status Karabachu jako obwodu autonomicznego. W odpowiedzi Ormianie proklamowali w styczniu 1992 niepodległość Górskiego Karabachu. Decyzji tej nie uznały jednak zarówno władze Azerbejdżanu jak i Armenii. Azerowie podjęli decyzję o rozwiązaniu siłowym, jednak niespodziewanie żołnierze z Górskiego Karabachu wspólnie z ochotnikami z Armenii powstrzymali ofensywę i sami przeszli do kontrataku. Ormianie posiadali przewagę militarną oraz byli lepiej wyszkoleni – na jednego zabitego żołnierza ormiańskiego przypadało ponad dziesięciu zabitych żołnierzy azerskich. Ormianie nie tylko opanowali Górski Karabach, ale także graniczące z nim terytoria azerskie. Dwa lata upokarzających klęsk doprowadziły do upadku dwóch rządów w Azerbejdżanie. W końcu w maju 1994 roku podpisano zawieszenie broni, które obowiązuje do dzisiaj. W praktyce jest ono jednak często naruszane – w różnych incydentach wzdłuż granicy ginie rocznie około 200 osób, zarówno cywilów jak i wojskowych. Próby rozwiązania konfliktu na drodze dyplomatycznej nie przyniosły jak dotąd rezultatu – traktat pokojowy wciąż nie został podpisany. Na terytorium Górskiego Karabachu funkcjonuje obecnie tzw. Republika Górskiego Karabachu nie uznawana przez żadne państwo na świecie. Wszystkie przejścia graniczne Azerbejdżan – Armenia są zamknięte. Nie ma między nimi także komunikacji lotniczej, telefonicznej, ani nawet pocztowej.

Działania zbrojne prowadzone podczas całego konfliktu sprawiły, że w rękach ormiańskich znalazło się ponad 16% (13 tys. km2) terytorium Azerbejdżanu, a życie straciło ok. 11 tys. jego mieszkańców i 6 tys. Ormian. Liczbę uchodźców wojennych szacuje się na ponad 1 milion. Różnice dzielące Ormian i Azerów wydają się być nie do pogodzenia. Dla Ormian Górski Karabach jest sprawą życia i śmierci. To ostatni skrawek historycznych ziem ormiańskich poza samą Armenią, gdzie Ormianie jeszcze mieszkają. Zostali już wygnani z Turcji i Iranu. Wciąż żywa pamięć o rzezi dokonanej przez Turków na początku XX wieku i widmo zagłady narodu sprawiły, że Karabach stał się dla Ormian symbolem walki o przetrwanie. Natomiast dla Azerów odzyskanie utraconego terytorium jest sprawą honoru. Setki tysięcy uchodźców wciąż żyją nadzieją, że któregoś dnia powrócą do swoich domów.

Osobną kwestią pozostaje natomiast motywacja rządów obu krajów do zażegnania konfliktu. Karabach zawsze stanowił element gry politycznej. Traktat pokojowy nie został podpisany do tej pory, ponieważ podjęcie wiążących decyzji mogłoby zagrozić panowaniu obecnych rządów w Armenii i Azerbejdżanie. W samym Azerbejdżanie władze wręcz nieustannie podsycają antyormiańskie nastroje próbując uczynić z konfliktu o Karabach wyznacznik tożsamości narodowej scalającej społeczeństwo. Azerbejdżan jest niepodległy zaledwie od 20 lat, nigdy wcześniej nie był samodzielnym państwem. Przebywając od wieków pod obcym panowaniem Azerowie nie potrafili myśleć o sobie jako o odrębnym narodzie. Potrzebny był zatem element, który zjednoczyłby obywateli młodego państwa wokół wspólnej sprawy. Na nieszczęście wykorzystano do tego celu konflikt karabachski.       

Zakaukazie nigdy nie zajmowało czołowego miejsca w świadomości światowej opinii publicznej. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że w czasie gdy Europa była zaprzątnięta wojną w byłej Jugosławii, w postsowieckich republikach zakaukaskich toczyły się wojny etniczne równie krwawe co na Bałkanach. Jednak Gruzja, Armenia i Azerbejdżan nie mogły liczyć na interwencję ONZ. Osłabienie, a następnie upadek Związku Radzieckiego na początku lat dziewięćdziesiątych przyniosły nie tylko długo oczekiwaną niepodległość zniewolonym narodom, ale także doprowadziły do odrodzenia się dawnych lokalnych konfliktów w Abchazji, Osetii Południowej i Górskim Karabachu. W rezultacie, zakaukaskie republiki, zamiast uczyć się podstaw państwowości, na wiele lat pogrążyły się w wojnach etnicznych. Wojnach niezwykle krwawych i wyniszczających, bo prowadzonych często na polityczne zamówienie przez zdegenerowanych najemników. Swoją rolę odegrały także stacjonujące wtedy w regionie oddziały rosyjskiej armii, które nie tylko nie próbowały chronić cywilów, ale za odpowiednią opłatą wypożyczały sprzęt, a nawet żołnierzy walczącym stronom.  

Katastrofa jaka dotknęła Zakaukazie była niestety nieunikniona. W czasach sowieckiego imperium stosowano zasadę „dziel i rządź” – zwaśnione narody łatwiej było kontrolować. Ciągle podsycane przez Moskwę spory i absurdalnie wytyczone jeszcze przez samego Stalina granice sprawiły, że nagle uzyskana niepodległość okazała się dla milionów ludzi przekleństwem. Spory pozostają zresztą niezażegnane aż do dzisiaj. Górski Karabach nie jest wyjątkiem. Wojna w Osetii Południowej w 2008 roku była już trzecią dla tego regionu w ostatnich dwudziestu latach i jak zwykle niczego nie zmieniła. Takich punktów zapalnych na Zakaukaziu jest dużo więcej i każdy grozi wybuchem nowej i jeszcze krwawszej wojny. Tutaj o doznanych krzywdach i upokorzeniach nigdy się nie zapomina, a duma i honor od zawsze pozostają najważniejszymi wartościami.   

sobota, 10 lipca 2010, orzlesh

Polecane wpisy

  • JESZCZE COŚ...

    No tak... Ledwoco oficjalnie zakończyłem pisanie bloga, a już pojawił się nowy temat:P Otóż okazuje się, żena portalu Kaukaz.pl został niedawno opublikowany mój

  • Co tam Panie w polityce...?

    Niestety nic dobrego… Od kilku tygodni wrze w krajach arabskich, a teraz echa antyrządowych rewolucji dotarły także i do Azerbejdżanu. Docierały długo, al

  • ŻYCIE NA MARSIE

    Właściwie to ten tekst powinienem był napisać na początku, a nie pod koniec mojego pobytu w Azerbejdżanie, ale jakoś nie wiedziałem jak się zabrać do tematuR

Komentarze
Gość: ab, 91.206.64.*
2010/07/11 10:34:53
leszku, to powinien być twój pierwszy wpis;) jeszcze przed wyjazdem;) żeby ludzie wiedzieli, gdzieś ty w ogóle pojechał;)) azerbejdżan ma problem nie tylko z powodu karabachu ale też z powodu autonomicznej enklawy nachiczewańskiej. też prześladowania ormian występują, do tego żeby z jednej części kraju do drugiej się udać, to trzeba objeżdżać dookoła, przez iran;p no ale jak jest to historyczna część armenii... ;p
-
2010/07/11 12:32:27
Zgadza sie;) Historia Zakaukazia jest strasznie poplatana... Sowieci oddali Nachiczewan Azerbejdzanowi byi zyskac przychylnosc Turcji, ktora chciala miec wspolna granice z Azerbejdzanem. Dawniej w Nachiczewaniu mieszkalo duzo Ormian, teraz prawie ich tam nie ma. Dlatego tez Ormianie postanowili walczyc o Karabach - obawiali sie ponownych przesladowan. Jednak w wyniku wojny z Karabachu uciekli wszyscy Azerowie, ktrzy kiedys zyli z Ormianami po sasiedzku.